poniedziałek, 30 lipca 2012

Prolog

Pamiętam ten dzień.Kiedy moja stopa stanęła na brudnym dywanie w bibliotece szkolnej.Zimny wiatr, który nie wiadomo skąd się wziął otulił moje ciało przyprawiając mnie o dreszcze.Przerażony widokiem tego miejsca ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu jednej z moich ulubionych książek.
Z kroku na krok czułem się coraz bardziej rozluźniony. W powietrzu unosił się delikatny zapach wanilii ,migdałów i fiołków. Przechadzając się pomiędzy regałami w poszukiwaniu odpowiedniego działu napełniałem mój umysł tymi zmysłowymi zapachami. W tym momencie nawet ciężka atmosfera panująca w pomieszczeniu mi nie przeszkadzała. Czułem ,że mógłbym spędzić całe swoje życie w bibliotece.
Zapominając w jakim celu znalazłem się tam, zacząłem poszukiwać źródła oszałamiającej woni. Przedzierając się pomiędzy książkami czułem się coraz bardziej słaby. Byłem jednak zbyt oszołomiony i za razem ciekawy ,aby zaprzestać moich poszukiwań z powodu tak błahej sprawy.
Nim się obejrzałem nie byłem w stanie utrzymać równowagi. Moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa ,a nogi były jak z waty cukrowej. Nawet mój umysł wydawał się nadzwyczaj zamulony. 
Nie wiem jakim cudem ,ale w tym samym momencie w moich uszach rozbrzmiał delikatny dźwięk pianina. Był on cichy ,lecz idealnie czysty. Melodia wydawała się hipnotyzować mnie od stóp do głów. Była taka jak ten zapach. Mógł bym rzecz ,że magiczna. Tak....to słowo idealnie opisywało tę chwilę. 
Parę minut później spojrzałem na swoje nogi. Były one wygięta w różne strony. Z rękami było podobnie. Całe moje ciało trzęsło się z podniecenia. A głowa wydawała się nad zwyczaj ciężka. Nie mogłem jej unieść. Postanowiłem jednak iść dalej. Co jednoznacznie nie było mi dane. Parę minut później ta magia zamieniła się w grę. Wznosiłem się i upadałem niczym Posejdon. W końcu nie wytrzymałem. Upadłem na ziemię. Z każdej strony otaczały mnie przenikliwe ciemności. Zapomniałem nawet w jakim miejscu się znajduje. Towarzyszyła mi tylko ta mała lampka zawieszona na suficie. Patrzyłem na nią ze łzami w oczach. Nawet nie wiedziałem dlaczego płaczę. Może dlatego ,że wszystko mnie opuściło? Muzyka już nie grała ,nie czułem już tego słodkiego zapachu w powietrzu. Byłem tylko ja i ta lampka. Ale to tak jakby...ona miała ciało. A jakbym ja był duchem. Postacią z bajek dla dzieci ,którą zapomną po pewnym czasie. 
W tym momencie nie myślałem trzeźwo. Te głuche światło było moją jedyną przepustką. Ugryzłem się mocno w wargę i wbiłem paznokcie w dłonie. Jednakże z moich oczu wydobywało się coraz więcej łez. 
Czułem jak życie ze mnie uchodzi. Przebiega przeze mnie i wchłania w podłogę. 
'Zdradliwa magia' pomyślałem bez wyrzutu. Zamknąłem oczy i poczułem jak coś otula mnie niczym kołdrą.
To było niczym aksamit. Wiedziałem ,że na pewno gdzieś już spotkałem coś o takim samym dotyku.
Jednakże nie było dane mi skończyć. Ostatni raz spojrzałem na lampę. Której światło gasło razem ze mną ...